kazanie2
Niedziela, 13 listopada 2022 roku

Czytania dzisiejszej liturgii słowa na pierwszy rzut oka nie napełniają nas optymizmem. Oto prorok Malachiasz zapowiada nadejście dnia, który palący będzie jak piec i spali wszystkich czyniących nieprawość (por. Ml 3, 19). Psalmista mówi z kolei o przyjściu Pana, który będzie sądził świat sprawiedliwie i ludy według słuszności (Ps 98, 9). W końcu Jezus przestrzega swoich uczniów, mówiąc o tym, że nadchodzi czas prześladowań: I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich (Łk 21, 17). Nawet drugie czytanie – choć wydaje się, że nie pasuje treścią do pozostałych lekcji – gdzieś w tle ma ów „straszliwy” sąd Boży. Bo przecież problemem Tesaloniczan, do których swoje słowa adresował św. Paweł, było oczekiwanie rychłego nadejścia Pana i związanego z tym sądu, a w rezultacie wynikające stąd bierne zachowanie, które Apostoł Narodów opisał słowami: Niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi (2 Tes 3, 11).

Faktycznie, można by słowa dzisiejszej liturgii odczytywać wyłącznie w kategoriach jakiegoś wszechogarniającego pesymizmu, dojmującej beznadziei, gdyby nie zdanie, które znalazło się w aklamacji przed Ewangelią: Nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie (Łk 21, 28). Tymi słowami Jezus nie tylko dodaje nam otuchy, ale przede wszystkim uczy nas właściwej postawy, właściwego odniesienia do dzisiejszego życia, a także do tego, co czeka nas na końcu czasów.

Nabierzcie ducha (Łk 21, 28) – mówi Jezus – a dokładniej rzecz biorąc, chcąc pozostać w wierności greckiemu oryginałowi, należałoby by przetłumaczyć te słowa jako: Wyprostujcie się! – przyjmijcie postawę wyprostowaną, postawę ludzi dumnych i pewnych siebie. Nie pyszałków przekonanych o własnej nieomylności, doskonałości czy wręcz świętości, ale postawę wyrażającą naszą dumę z tego, kim jesteśmy – jesteśmy dziećmi Boga, jesteśmy uczniami Chrystusa, jesteśmy tymi, którzy mają zaszczyt i przywilej słuchania słów samego Boga, mamy zaszczyt czynnego uczestnictwa w największych tajemnicach wiary – w Eucharystii, podczas której Bóg daje nam siebie samego w sposób fizyczny. I stąd ta nasza pewność siebie, że ani śmierć, ani życie, ani Moce, ani Zwierzchności – cytując św. Pawła – nie zdołają nas odłączyć od miłości Boga (por. Rz 8, 38-39).

Nabierzcie ducha i podnieście głowy… (Łk 21, 28). Wyprostujcie się i podnieście głowy, byście mogli zobaczyć otaczającą was rzeczywistość, a przede wszystkim, by to świat zobaczył was i by świat zobaczył, jak pewni jesteście spełnienia Bożych obietnic. Podnieście głowy, bo tylko w ten sposób ma szansę spotęgować się wasza wzajemna miłość do wszystkich. Ktoś, kto patrzy jedynie pod swoje nogi, nigdy nie dostrzeże potrzeb drugiego człowieka, nigdy nie nauczy się go kochać. Pisał św. Grzegorz Wielki, że „cnotą wobec ludzi jest znosić przeciwników, lecz cnotą wobec Boga jest ich kochać”. Podnieście głowy, by spojrzeć na to, co przed wami – by nie spoglądać wciąż wstecz, nie rozpamiętywać dawnych błędów i życiowych porażek, nie oglądać się na innych – na ich sukcesy, na ich zdrowie, na ich doskonałość – nie żyć życiem innych, ale podnieść głowę i patrzeć przed siebie, patrzeć na to, co dla mnie Pan Bóg przygotował, jaką ja mam misję do spełnienia i jak się do niej zabrać, by Go nie zawieść.

Jeśli przyjmiemy taką postawę – postawę dumnego chrześcijanina, w pozytywnym znaczeniu tego sformułowania – nie będziemy z trwogą słuchać słów o sądzie, o Bożej sprawiedliwości czy o dniu, który ma nadejść i spalić wszystkich czyniących nieprawość. Jesteśmy dziećmi samego Boga! Jeśli wytrwamy w tej postawie, to włos z głowy nam nie spadnie. Jezus zapewnia nas o tym: Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie (Łk 21, 19).