kazanie2

XXIX Niedziela Zwykła, rok C 
20 października 2019 r. 
Wj 17,8-13; 2 Tm 3,14-4,2; Łk 18,1-8
______________________________________________
Jezus uczy wytrwałej modlitwy
Główny temat dzisiejszej liturgii Słowa, zwłaszcza w pierwszym czytaniu i Ewangelii, jest bardzo jasny i konkretny, dotyczy modlitwy. Pozwólmy więc Bogu mówić nam o modlitwie, takiej jakiej On od nas oczekuje. Bo sensem modlitwy nie jest tylko nasze spotkanie z Bogiem, ale Jego działanie w nas.

Podniesione ręce Mojżesza do góry, gdy lud walczył z Amalekitami, to nie był gest kapitulacji, ale zdecydowanego oporu i ostatecznie zwycięstwa. My, gdy nas doświadczają niepowodzenia, pokusy, stajemy się „terenem” walki, powinniśmy wtedy naśladując Mojżesza, unosić swoje ręce do góry w geście wytrwałej modlitwy.

W tej dzisiejszej przypowieści ewangelicznej jest dwóch bohaterów: sędzia i wdowa. Sędzia jest obrazem człowieka, zamkniętego we własnym egoizmie, nie liczącego się z ludźmi i z Bogiem, dbającego o własną wygodę, niewrażliwego na potrzeby i prośby innych. Natomiast wdowa jest bezbronna i uboga. Straciła męża, nie ma już nadziei na posiadanie dziecka, nie dysponuje żadnym poparciem, rekomendacjami. Nie posiada środków by wynająć adwokata, który zadbałby o jej sprawy i doprowadziłby do tego, by nie musiała doznawać niesprawiedliwości.

Na kartach Ewangelii widzimy jak Jezus wielokrotnie roztacza opiekę nad wdowami. W Nain wskrzesza syna wdowy i oddaje go żywego w ręce matki. Z wielką czułością wypowiada się o wdowie, która wrzuciła dwa ostatnie swoje pieniążki, czyli całe swoje utrzymanie do skarbony w świątyni Jerozolimskiej. Ostatecznie na krzyżu oddaje Janowi swoją Matkę, aby Ją miał w opiece.

Jezus mówiąc o modlitwie i ukazując obraz wdowy, sugeruje, że ważnym elementem prowadzącym do modlitwy jest bycie w potrzebie. Czy my za bardzo nie jesteśmy opieszali w swoich modlitwach, bo czujemy się mocni i od nikogo, ani niczego zależni?

Dążenie do sprawiedliwości było dla wdowy sprawą życia lub śmierci, bo z natarczywością nachodziła sędziego. Czy my zabiegając o ważne sprawy potrafimy w modlitwie prosić i przyjąć taką postawę?

Niewrażliwy sędzia z tej przypowieści nie jest absolutnie odbiciem Pana Boga. W jego postawie odnajdujemy kolejne prawdy o naszej modlitwie. Zwróćmy uwagę, że to co sędziego skłoniło do działania w obronie wdowy, to właśnie natarczywość jej próśb, choć na początku w ogóle się z nią i jej sprawą nie liczył. Pierwsze motywy niezbyt szlachetne, ostatecznie przeradzają się w konkretne działanie na rzecz potrzebującej osoby. My nie zawsze na początku naszych modlitw, widzimy wartość i potrzebę tej modlitwy. Z góry potrafimy założyć, że nic się nie zmieni. Mamy często swoje utarte szlaki i sposoby rozwiązań oraz własne postrzeganie siebie, świata i Boga. Potrzeba jednak słuchać pewnych ludzi i rozważać różne wydarzenia do końca, bo one ostatecznie mogą nam pomóc w przełamaniu naszego podejścia do modlitwy, by ta na końcu zaowocowała konkretnym dobrem.

Cała przypowieść ma swój punkt zwrotny, który można by ująć kolokwialnie: „tym bardziej”. Po długich i uporczywych prośbach wdowy i ostatecznym pozytywnym zakończeniu jej sprawy, Chrystus komentuje to ociąganie się sędziego, jako przeciwieństwo działania Boga, który zdecydowanie szybciej bierze w obronę tego, kto woła do Niego. Pan w naszych sprawach tym bardziej nie ociąga się, bo traktuje je poważnie. Użyte słowa „prędko weźmie w obronę” są w opozycji do zachowań zwlekającego i upartego sędziego.

Wdowa, która nie wyruszyłaby do sędziego w ostatnim dniu, gdy on ją wziął w obronę straciłaby tak wiele. Nikt z nas nie zna momentu, w którym będzie realizowało się dobro. Jednak każdy z nas jest w stanie być wiernym, stałym, proszącym i mającym nadzieję na to dobro.

Ostatecznie nie ma wiary bez modlitwy. Aby Pan znalazł w nas wiarę, gdy przyjdzie, musimy bezsprzecznie stawać się ludźmi modlitwy.

 
Leszek Skaliński SDS